Pasja życia

frJak przy mało której książce mogę powiedzieć, że autor pisze ze swadą. Pozwala sobie opowiedzieć malowniczą historię życia świętej w sposób malowniczy, sztywno trzymając się źródeł. Nawet do beletrystycznego wręcz opisu, który otwiera książkę, opisu uliczek, nawoływań przechodniów, szczekania psów, piania kogutów i rozbłysku słonecznego światła autor dodaje przypisy.

 

D. Brophy Katarzyna ze Sieny. Niepokorna święta. tłum. J. Przybyłowska, T. Fortuna, eSPe, Kraków 2011.

Nie da się zacząć inaczej niż od pochwały. Don Brophy napisał biografię, która znakomicie spełnia wszystkie kryteria sztuki pisarskiej. Jest to ujęcie bardzo nowoczesne, podobnie jak nowoczesnym dziełem była, w swoim czasie, biografia św. Katarzyny pióra jej spowiednika i doradcy Rajmunda z Kapui. O jednym i drugim dziele niechętnie powiedziałbym, że są żywotami świętej (choć drugie z nich właśnie taki tytuł nosi), gdyż to określenie przywodzi na myśl hagiografię w niepochlebnym tego słowa znaczeniu. A jedna i druga książka odbiega od standardów pisania tylko umoralniającego.
Warto przyjrzeć się warsztatowi, jaki na potrzeby tej pracy, stworzył Don Brophy. Szczególnie, że sam ujawnia w Posłowiu narzędzia, którymi się posłużył. Sięga po oryginalną twórczość Katarzyny (tu mam lekki niedosyt, jeśli chodzi o cytaty – ich liczba i wybór nie do końca pozwalają odkryć styl i atmosferę jej pism). Oprócz ponad 400 listów, tekstów modlitw i Dialogu (autor jako pierwszy biograf św. Katarzyny miał możliwość posłużyć się wydaniami krytycznymi) korzysta głównie z Żywotu, jako źródła obfitego i cechującego się, posuniętym daleko, jak na średniowieczną praktykę, obiektywizmem. Oprócz tego wykorzystuje listy do Katarzyny i zeznania z epoki (głównie spisane po śmierci sienenki). Znacznie ostrożniej podchodzi do innych żywotów świętej (głównie o charakterze kwiatów). Rekonstrukcje wydarzeń (nieczęste w tej narracji) czynione są z wielką kulturą. Zawsze z zaznaczaniem, co autor dopowiada i na podstawie jakich przesłanek.
Brophy skupia się na tym, co zewnętrzne. Nie opisuje stanów ducha. Nigdy jednak nie czyni ze swej bohaterki osoby wypranej z tego, co stanowiło sens jej życia – wiary w Boga i służby Bogu. Katarzyna jawi się w tej publikacji jako osoba święta, ale nie przez opis intencji, wewnętrznych zmagań. Świętość ujawnia się na kartach tej książki w działaniu. Tym, którzy chcą poznać skryte myśli i sens mitycznych wizji, autor pozostawia pisma mistyczki. Sam natomiast wędruje w stronę odmalowania zależności społecznych, sytuacji politycznej, walk stronnictw włoskich (które gibelińskimi i gwelfickimi były już w drugiej połowie XIV wieku głównie z nazwy).
Nie omija w tym wszystkim samego faktu doznań mistycznych, nawet przytacza ich opisy. Skupia się jednak na tym, co historycznie weryfikowalne. Osadza jej wizje w realiach epoki. Analizuje m.in. mistykę zaślubin z Chrystusem czy, zaskakująco mocno obecny w duchowości św. Katarzyny, kult krwi – na tle religijności tamtych czasów i na tle mistyki, jaka się podówczas rozwijała. Szczególnie rozłożenie akcentów w mistyce innych kobiet (choćby duża waga, jaką przykładały do tematu miłosierdzia) okazuje się analogiczne – a więc nie tak wyjątkowe dla św. Katarzyny, jak można by w pierwszej chwili pomyśleć.
Dobrze stanowisko Dona Brophy’ego określa cytat „W przeszłości hagiografowie zwykli przedstawiać cuda i wizje, jak gdyby były faktami historycznymi. Obecnie nie jest to już możliwe. (…) Niemniej stwierdzenie na podstawie tych nowych informacji, że takie zjawiska, jak wizje, cuda czy ekstazy, to tylko złudzenia, wytwory chorego umysłu, byłoby niemądre”. Ta równowaga jest nie tylko deklaratywna. Przejawia się w ciągu całej lektury. Nie mniej fascynująca jest łatwość, z jaką Brophy porusza się w tematach skomplikowanych włoskich konfliktów doby średniowiecza. Od skali mikro, czyli rozlicznych zmian w sposobie zarządzania miastem, do skali makro, obejmującej przede wszystkim, zmieniające się sojusze i zależności między księstwami, głównie względem papiestwa.
Najważniejsza jest jednak sama postać doktor Kościoła i patronki Europy. Don Brophy wkłada wiele wysiłku, by rozwikłać tajemnicę – z jednej strony braku wykształcenia, z drugiej zaś – wielkiego znaczenia pism. Podobną trudnością jest zmierzenie się z pasją życia, jaka bije z jej wypowiedzi, a wyniszczającą praktyką pokutną. Opisywana w tej biografii postać ożywa. Czuć, że jest bliska autorowi, pomimo wielu różnic mentalności, które Brophy wyłuskuje z pewnym sceptycznym spojrzeniem, zawsze jednak starając się ukazać je historycznie, a nie tylko z perspektywy XXI wieku. Wspomniana „żywość” postaci bierze się w dużej mierze ze sporej liczby passusów dotyczących prywatnych spraw Katarzyny. Choćby jej dzieciństwa, relacji z rodzicami, wyjątkowego usytuowania społecznego (zaprzysięgła dziewica odmawiająca jednak wstąpienia do klasztoru, pozostająca jedynie dominikańską tercjarką) czy przejawów magnetyzmu jej osobowości, która
sprawiała, że utworzyła się wokół niej nieformalna grupa religijna, określana jako familia (trzeba pamiętać, że Katarzyna zwana wśród familii mammą, miała zaledwie 33 lata, gdy umarła – jej autorytet jako młodej kobiety był i jest nadal zadziwiający).
Jak przy mało której książce mogę powiedzieć, że autor pisze ze swadą. Pozwala sobie opowiedzieć malowniczą historię życia świętej w sposób malowniczy, sztywno trzymając się źródeł. Nawet do beletrystycznego wręcz opisu, który otwiera książkę, opisu uliczek, nawoływań przechodniów, szczekania psów, piania kogutów i rozbłysku słonecznego światła autor
dodaje przypisy. Znajdują się one jednak na końcu wydawnictwa (nie są w tekście nawet sygnalizowane), więc zupełnie nie przeszkadzają w rozkoszowaniu się lekturą. Dzięki zaś swej obszerności (zwykle oprócz odniesienia bibliograficznego jest też cytat i komentarz) można je czytać partiami, na przykład kończąc rozdział, bez poczucia, że traci się orientację czego dotyczyły. Daje to w sumie dzieło naukowe, które można wziąć do pociągu, by umilało podróż.

Tekst pochodzi z kwartalnika: .