Polska – Japonia. Pogranicze

Japonia w dużej mierze stała się ofiarą własnego sukcesupolska-japonia_2

Mariusz Dąbrowski:ekspert ds. Japonii w Centrum Studiów Polska–Azja oraz członek Polsko-Japońskiego Komitetu Gospodarczego. Komentator wydarzeń dotyczących gospodarki japońskiej w wielu stacjach radiowych i telewizyjnych. Autor szkoleń dotyczących rynku japońskiego dla instytucji państwowych, jednostek samorządu terytorialnego i przedsiębiorstw prywatnych.

Marcin Herman: Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie ma bardziej odległych krajów i narodów niż polski i japoński. Geografia, doświadczenia historyczne, religia, poziom rozwoju gospodarczego, kultura. A jednak, jak wiedzą chyba wszyscy Polacy, Japończycy fascynują się arcypolską muzyką Fryderyka Chopina. Skąd ten fenomen?

Mariusz Dąbrowski: Japończycy zarazili się muzyką Chopina w drugiej połowie XIX wieku, gdy po latach izolacji ich kraj przechodził gwałtowne zmiany społeczno-ekonomiczne określane jako rewolucja Meiji. Ogólnie muzyka klasyczna zdobyła wówczas ogromną popularność i tak zostało do dzisiaj. Chopin jest postacią wyjątkową – będąc w Japonii, widziałem np. hotele czy sklepy, których nazwy pochodziły od nazwiska naszego słynnego kompozytora. Poza tym mam wrażenie, że edukacja muzyczna skierowana do przeciętnego Japończyka jest chyba na wyższym poziomie niż ta, którą mamy w Polsce. Na przykład moja japońska żona, jej siostra czy matka potrafią grać na fortepianie. I nie ma w tym nic niezwykłego.

Co z kultury polskiej poza Chopinem intryguje i przyciąga Japończyków?

– Niestety, gdy kilka lat temu Polski Ośrodek Informacji Turystycznej przeprowadził ankietę wśród Japończyków, to ponad 40% respondentów odpowiedziało, że nie ma żadnych skojarzeń z naszym krajem. Ogólnie mamy słabą promocję, bo np. w Japonii i całej Azji Wschodniej megapopularnym utworem fortepianowym – powiedziałbym nawet, że najpopularniejszym – jest „Modlitwa dziewicy” Tekli Bądarzewskiej-Baranowskiej. Niestety wielu Japończyków myśli, że jest to Rosjanka! Natomiast ci, co interesują się np. kinem, znają Kieślowskiego czy Wajdę. Ogólnie jednak Polska jest dość słabo rozpoznawalna na Wyspach Japońskich.

A jak z literaturą?

– Mój kolega kilka lat temu napisał obszerną pracę o stosunkach polsko-japońskich, w której zamieścił listę książek o tematyce polskiej opublikowanych w Japonii. Dotyczy to tłumaczeń polskich pisarzy, jak również dzieł japońskich autorów. W sumie wyszło mu ponad 1200 pozycji. Dla porównania lista książek o tematyce japońskiej opublikowanych w Polsce do 2004 roku zawierała prawie 1000 pozycji. Ogólnie nie zajmuję się kulturą czy sztuką, a bardziej gospodarką i polityką, więc moja ocena na tym polu mogłaby zafałszować rzeczywisty obraz kultury polskiej w japońskim obiegu.

Które kraje są popularniejsze niż Polska?

– Francja czy Włochy wydają znacznie większe środki na promocję. W zasadzie Paryż jest miastem marzeń wielu Japończyków. Wyidealizowany obraz ma jednak negatywne strony, bo łatwo jest się rozczarować i takie rozczarowanie określane jest w Japonii „syndromem paryskim”. Niektórzy Japończycy po powrocie ze stolicy Francji są w takim szoku, że muszą korzystać z porad psychologa. Polska jest na przeciwnym biegunie, bo w naszym przypadku najczęściej pojawia się pozytywne zaskoczenie. Jednakże nie ma się czym cieszyć, bo wynika to z niskich oczekiwań i słabej rozpoznawalności.

Mogę jeszcze dodać, że spotkałem się w kręgach potomków byłych samurajów z ludźmi, którzy słyszeli o polskiej husarii, ale jest to przypadek dość wyjątkowy.

Wiadomo, że jednym z miejsc, które łączyło Piłsudskiego i Dmowskiego, była Japonia.

– Myślę, że początek polsko-japońskich kontaktów politycznych można wyznaczyć właśnie na 1904 rok, kiedy to doszło do słynnego spotkania Piłsudskiego z Dmowskim w Tokio. Jako ciekawostkę mogę dodać, że Józefowi Piłsudskiemu towarzyszył wówczas James Douglas, którego wnuk – Jerzy Hardie-Douglas – jest obecnie… burmistrzem Szczecinka. Prowadziłem na początku października br. polsko-japońskie seminarium gospodarcze właśnie w Szczecinku, podczas którego burmistrz podkreślił, że chce kontynuować dzieło swojego dziadka. A jeśli chodzi o „japoński kierunek” w polskiej myśli niepodległościowej, to został on wyznaczony przez Rosję. Geopolityka wyznacza ten kierunek nadal, więc Polska i Japonia są naturalnymi sojusznikami.

Z Japonią kojarzony jest też jeszcze jeden wybitny Polak – św. Maksymilian Kolbe.

– Tak, św. Maksymilian Kolbe prowadził na początku lat 30. XX wieku działalność misyjną w Nagasaki. Ale bardziej pamiętany przez Japończyków jest o. Zenon Żebrowski, który przybył na Wyspy wraz z o. Kolbem. Zmarł w Tokio w 1982 roku. Bardzo szanowali go i pielęgnują pamięć o nim nie tylko japońscy chrześcijanie. Dużo pomógł ofiarom ataków atomowych na Hiroszimę i Nagasaki. Za swoją działalność został odznaczony przez cesarza Orderem Świętego Skarbu IV Klasy. Powstał nawet o nim film animowany.

Skoro jesteśmy przy misjonarzach, jak wygląda tamtejsze chrześcijaństwo?


Pełna treść tego artykułu dostępna wyłącznie dla prenumeratorów kwartalnika Fronda. Zamów prenumeratę, a jeśli jesteś już naszym prenumeratorem - zaloguj się lub zarejestruj konto, by uzyskać dostęp do ekskluzywnych treści.


– Chrześcijanie stanowią ok. 1% japońskiego społeczeństwa. Katolicy liczą mniej więcej pół miliona wiernych, podobnie jak protestanci. Generalnie religia nie ma większego wpływu na karierę danej osoby. Katolikiem jest np. obecny wicepremier i minister finansów Tarō Asō. Kilka lat temu premierem Japonii był baptysta Yukio Hatoyama. W Japonii ważniejsza jest narodowość czy przynależność do danej grupy społecznej niż sama religia, która pozostaje w sferze prywatności.

Japończycy mają bardzo elastyczne podejście do religii. Mniej więcej miesiąc po urodzeniu dziecko japońskie niesie się do chramu szintoistycznego, gdzie odbywa się specjalna ceremonia. Po latach, gdy Japończyk zawiera związek małżeński, to bardzo często ceremonia ślubna odbywa się w kościele albo budynku stylizowanym na kościół.

Stylizowanym na kościół?

– Tak. To jest bardzo modne. Japonki uwielbiają białe suknie z welonem. Poza tym śluby chrześcijańskie są zazwyczaj tańsze niż szintoistyczne. Pogrzeb odbywa się natomiast najczęściej według zasad buddyjskich. Czyli na przestrzeni całego życia Japończycy ocierają się o różne obrządki i nie dostrzegają w tym sprzeczności. Myślę, że ta elastyczność jest największą barierą dla misjonarzy chrześcijańskich, dlatego ewangelizację Japończyków można uznać za mission impossible.

polska-japonia2_fmtNa czym właściwie polega szintoizm?

– Szintoizm jest to religia najdłużej funkcjonująca w Japonii. Ma wiele wspólnego z wierzeniami dawnych Słowian, cechuje ją politeizm. Generalnie szintoizm opiera się na mitologii japońskiej. W pierwszej połowie XX wieku uczyniono z niej ideologiczny filar japońskiego militaryzmu, który został skutecznie rozbity przez Amerykanów w 1945 roku.

Czy więc Japonia jest krajem bardziej czy mniej europejskim niż inne kraje Dalekiego Wschodu, takie jak Chiny, Republika Korei, Wietnam itd.?

– Jeśli jako kryterium europejskości przyjmiemy indywidualizm, to Japonia według holenderskiego socjologa Geerta Hofstede’a jest najbardziej europejskim krajem z wyżej wymienionych. Można powiedzieć, że według naszych standardów jest to społeczeństwo kolektywistyczne, ale jak na Azję Wschodnią, dość indywidualistyczne. Poza tym w Japonii widoczne są bardzo duże wpływy amerykańskie.

Jaki jest stosunek Japończyków do Ameryki?

– Wydaje mi się, że młode pokolenie Japończyków ma pozytywny stosunek do Amerykanów. Natomiast różnie to bywa ze starszym pokoleniem. Na przykład moja teściowa unika kupowania amerykańskich produktów.

A jaki jest ich stosunek do Chin, do Rosji, do Europy?

– Japończycy mają pozytywne nastawienie do Europy. Rosję darzą sporą nieufnością, mam tu na myśli przede wszystkim stosunek do państwa, a nie jego obywateli. Natomiast w stosunku do Chin jest duża antypatia, odwzajemniana również przez Chińczyków. Tak jak to często bywa z sąsiadami.

Tak jak dla Polaków, choć z innych powodów, ważną cezurą w historii Japonii jest II wojna światowa zakończona amerykańskimi atakami atomowymi na Hiroszimę i Nagasaki. Wcześniej Japończycy dokonali jednak wielu zbrodni porównywalnych skalą z niemieckimi. Jakie miejsce zajmuje wojna w świadomości zbiorowej Japończyków?

– II wojnę światową można określić w Japonii jako temat tabu. Trzeba być ostrożnym podczas rozmów z Japończykami, aby nie wprawić ich w zakłopotanie. Jest też różnica między Niemcami a Japończykami. O ile Niemcy, z wyjątkiem może neonazistów, określają działania Hitlera negatywnie, o tyle Japończycy nie mają jednoznacznej oceny II wojny światowej. W opinii wielu z nich wojna była nieunikniona.

Czy Japonia w latach 30. i w czasie wojny była państwem totalitarnym, jak Niemcy czy ZSRS?

– Japonia w tamtych czasach rządzona była przez militarystów, którzy podporządkowali sobie całe społeczeństwo. Poza tym państwo mocno ingerowało w gospodarkę, czego np. pokłosiem jest obecnie mocno zmonopolizowany rynek energetyczny. Na pewno nie było to takie państwo jak ZSRS, ale znacznie bliżej było mu do Niemiec. Trzeba pamiętać, że konstytucja japońska czy wiele ustaw wzorowanych było na prawie z czasów pruskich. Mój japoński kolega, który studiował prawo, twierdzi, że kodeks postępowania administracyjnego zastał wręcz przetłumaczony z języka niemieckiego.

Czy mieli w ogóle szansę wygrać wojnę, czy porwali się z motyką na słońce?

– Japonia jest zbyt mała, aby kontrolować całą Azję Wschodnią i Południowo-Wschodnią. Ten plan na dłuższą metę nie mógł się powieść, tym bardziej że kontrola samych Chin jest nie lada wyzwaniem. Atak na USA musiał skończyć się tragicznie, bo Stany Zjednoczone miały ogromną przewagę nad gospodarką Japonii i tylko kwestią czasu było przestawienie tej machiny na militarne tory. W pewnym sensie można też mówić o niekorzystnym dla Japończyków zbiegu okoliczności. Niemieckie sukcesy na terenie Związku Sowieckiego sprawiły, że militaryści pod przywództwem Hideki Tōjō nabrali zbyt dużej pewności siebie. Przeliczyli się i już kilka tygodni po ataku na Pearl Harbor doszło do niemieckiej klęski pod Moskwą. Wiemy, co się później stało z państwami Osi.

Skąd się wziął powojenny „cud gospodarczy”?

– Kraj ten wydał wielu wspaniałych biznesmenów, takich jak Kōnosuke Matsushita, Akio Morita czy Sōichirō Honda. To przede wszystkim oni stali za japońskim „cudem gospodarczym”. Śp. Margaret Thatcher, która często odwiedzała Azję Wschodnią, uważała, że ekonomiczny sukces Japonii ma więcej wspólnego z samym kapitalizmem niż z państwowym interwencjonizmem. Aczkolwiek nie można pominąć także roli państwa, które potrafi prowadzić spójną politykę gospodarczą. To, czego często brakuje nam w Polsce. Ponadto Japonia była pod parasolem Stanów Zjednoczonych, więc nie musiała zbyt dużo wydawać na obronę i miała jednocześnie dostęp do dużego rynku zbytu.

Dlaczego więc „cud” się skończył?

– Japonia w dużej mierze stała się ofiarą własnego sukcesu. W niektórych sektorach gospodarki tak zdominowała świat, iż nie było realnej konkurencji. Pieniądze płynęły ogromnym strumieniem, głównie na tokijski rynek akcji i nieruchomości. Dokonywano wielu nieprzemyślanych przejęć podmiotów zagranicznych. Warto zaznaczyć, że po podpisanym w 1985 roku międzynarodowym porozumieniu walutowym w hotelu Plaza w Nowym Jorku doszło do ogromnej aprecjacji jena japońskiego. Nagle pojawiła się silna konkurencja ze strony Chin czy Korei Południowej i wszystko razem powaliło Japończyków na kolana. Być może w tym szaleństwie zabrakło trochę pokory.

Problemem Japonii jest też załamanie demograficzne.

– Myślę, że problemy demograficzne dotyczą głównie krajów, w których posiadanie dzieci przestało być inwestycją, a stało się w dużej mierze obciążeniem. Przede wszystkim dotyczy to krajów w miarę bogatych, gdzie nowy styl życia zaczął kolidować z tradycyjnym modelem rodziny. Ponadto dochodzi do tego fiskalizm państwowy, który najbardziej dotyka ludzi w wieku rozrodczym. Ten trend nie tylko dotyczy Japonii. Wkrótce inne kraje znajdą się w podobnym położeniu.

Ostatnio coraz częściej słychać opinie, że Japonia jednak znowu podnosi się gospodarczo, ma nawet ambicje odgrywać większą rolę w geopolityce, a to Chiny zaczną słabnąć.

– Na razie nie widać, aby Chiny słabły, ale rzeczywiście gospodarka japońska w ostatnich kwartałach wyraźnie przyspieszyła. A to oznacza, że Daleki Wschód coraz bardziej ucieka Europie. Poza tym premier Abe prowadzi bardzo aktywną politykę zagraniczną. Jeśli spojrzymy na mapę polityczną świata przez pryzmat szachownicy, to japońscy dyplomaci próbują szachować Państwo Środka. Innymi słowy, mamy bardzo ciekawą grę polityczną w tamtym rejonie świata.

Czy naszym najważniejszym partnerem na Dalekim Wschodzie powinna być Japonia, czy Chiny? A może to fałszywa alternatywa?

– Należy pamiętać, że w polityce najważniejsze są interesy. W związku z tym Polska powinna grać zarówno z Japonią, Chinami, jak i Koreą Południową. Ważna jest konkurencja i posiadanie alternatyw, ale trzeba robić to umiejętnie, mając na uwadze napięte stosunki między tymi państwami.

Co Polska ma w ogóle do ugrania w stosunkach z Japonią?

– Przede wszystkim powinny łączyć nas interesy gospodarcze. Obecnie w naszym kraju funkcjonuje prawie 270 przedsiębiorstw z kapitałem japońskim, które utworzyły około 40 tys. miejsc pracy. Japończycy mają know-how i co ważne, są inwestorami nastawionymi na rozwój, a nie krótkoterminowe zyski. Z drugiej strony Japonia jest największym importerem żywności netto na świecie, a Polska ma ogromny potencjał na rynku rolno-spożywczym. Zatem powinniśmy być jak dwa przyciągające się bieguny. Ω

Marcin Herman

(ur. 1976), zastępca redaktora naczelnego portalu Rebelya.pl. Mieszka w Gdańsku.
Tekst pochodzi z kwartalnika: .