Profesora, Etyka, Filozofa – żywot Świętej Magdaleny Środy

Długo by opowiadać, jak wzbierały w Profesorze i promieniowały na zewnątrz akceptacja i miłość, także wobec tych, którzy podążają innymi ścieżkami niż ona. To nie w niej, jak podkreśla, narastał antyklerykalizm, to w kraju narastał klerykalizm. Czy to na grzędzie, czy na urzędzie święta Magdalena Środa składała całą siebie w walce o wyrwanie zabłąkanych dusz z rąk przedstawicieli obłąkańczego zabobonu, niewinnych dziecięcych duszyczek spod zgubnego wpływu archaicznej rodziny, a także w walce z małżeństwem, czyli najbardziej posępną emanacją patriarchatu.

W okresie zacnych i dobrych czasów, kiedy władza pod rękę z Partią, wydawałoby się skutecznie zwalczała chrześcijański zabobon narodziła się kobieta o wyjątkowej mądrości – przyszła Etyk, Filozof, Feministka. Już sam rok jej narodzin, niepański 1957, zwiastował nadchodzące burze, ale i wyzwania stojące przed Świętą Profesorą i Etyką. Przywódca hord zdziczałych katolików znalazł się na wolności i zagroził świeckości państwa przygotowaniami do obchodów rocznicy tak zwanego przez fanatyków „Chrztu Polski”, czyli tysiącletniej rocznicy okupacji. Zabobon, fanatyzm i opresja podniosły hardo łeb przeciwko broniącemu się świeckiemu państwu.

Wróćmy jednak do naszej Świętej. Zło, jakie niesie za sobą zabobon, dostrzegała od najmłodszych lat, z zacnego swego domu wyniósłszy odrazę do przybytków i wysłanników niemiłego świeckiemu społeczeństwu kultu, a zarazem litość wielką i wyjątkową, a także troskę o tegoż kultu ofiary. Troskę o nie, walkę z nienawistnym kultem, wychowującą ortodoksów katechezą, wąską ksenofobiczną wizją zaściankowej polskości, Święta złoży na ołtarzu całego swojego błogosławionego życia. Szczęśliwie czas, w którym pobierać będzie nauki, przypadnie między innymi na błogie lata stanu wojennego. Wówczas uzyska stopień doktora w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Po latach podziękuje za ten spokojny czas generałowi Jaruzelskiemu, pisząc na łamach tygodnika „Wprost”, iż „okres ten stworzył doskonałe warunki do budowy kapitału społecznego, umacniania związków przyjaźni i relacji zaufania między ludźmi. Oczywiście relacje te miały charakter ograniczony do małych grup, ale za to intensywny”. Święta zawstydzona będzie za to swoim lekkim zaangażowaniem opozycyjnym w tym czasie.

Czas prawdziwej walki przychodzi jednak w życiu świętej później i trwa do naszych czasów. Długo by opowiadać, jak wzbierały w Profesorze i promieniowały na zewnątrz akceptacja i miłość, także wobec tych, którzy podążają innymi ścieżkami niż ona. To nie w niej, jak podkreśla, narastał antyklerykalizm, to w kraju narastał klerykalizm. Czy to na grzędzie, czy na urzędzie święta Magdalena Środa składała całą siebie w walce o wyrwanie zabłąkanych dusz z rąk przedstawicieli obłąkańczego zabobonu, niewinnych dziecięcych duszyczek spod zgubnego wpływu archaicznej rodziny, a także w walce z małżeństwem, czyli najbardziej posępną emanacją patriarchatu.

Przede wszystkim jednak Święta w swym codziennym niezmiernym trudzie odważnie staje na drodze nienawiści i nietolerancji szerzonej przez przedstawicieli zabobonu. Na nienawiść odpowiada miłością. Na agresję dobrym słowem. Na język nienawiści mową łagodności. Na wykluczenie akceptacją. Tak jest choćby wtedy, kiedy stwierdza na łamach „Gazety Wyborczej”: „Chorzy z nienawiści księża i politycy potępiają wszystko, co «obce», co nie pasuje do wąskiej, ksenofobicznej wizji zaściankowej polskości”.

Świecka Święta Profesora nieraz już składała dowody niezwykłej przenikliwości. Cudowny dowód takiejże zdolności złożyła po śmierci dziewczynki z Sosnowca. To ona pierwsza odważnie wskazała prawdziwego winowajcę: „Ksiądz, rodzina, najbliżsi potępią aborcję jako największe przestępstwo. Jak ich nie słuchać? A poza tym – gdzie jej dokonać? Jak o sprawach niepożądanej ciąży rozmawiać z religijnymi rodzicami, przyjaciółmi czy księdzem? Powiedzą tylko jedno: rodzić, bo «życie poczęte jest święte». Więc – urodzili. Posiadanie małego dziecka w wieku dwudziestu lat jest – dla większości młodych, nieprzygotowanych ludzi – poważną przeszkodą w ich życiowych planach i rozrywkach. Dziecko to nie cud, tylko bariera. Jest nieznośne, ryczy, domaga się opieki, ciągłej krzątaniny”.

Święta nasza nie tylko na każdym kroku daje świadectwo najwyższej etyczności świeckiej, nie tylko przewyższyła swoimi dokonaniami na polu religioznawstwa i filozofii wszelkich jej doczesnych, ale i uczy nas biologii, psychologii i psychiatrii. Tak jest, kiedy z odwagą obala pokutujące tu za sprawą zabobonu naukowe herezje: „Nie ma – w moim przekonaniu – czegoś takiego jak instynkt macierzyński, gdyby był, każda kobieta odczuwałaby nieustającą potrzebę opieki nad swoimi dziećmi. Tak jednak nigdy nie było i nie jest”.

Mądrość i przenikliwość jej argumentów jest jak bezdenna studnia. Nienawiść zastępuje profesorską logiką, na jaką może wspiąć się tylko ona. Wszystko to ze szczególną troską o etykę, którą Profesora nie tylko pojęła, ale i każde jej słowo oraz krok są świadectwem tegoż wzniesienia się na niedostępne innym wyżyny świeckiej etyczności. Tak jest, kiedy z typową tylko dla siebie głębią argumentacji krytykuje ministra sprawiedliwości, kolaborującego z niebezpiecznym kultem: „To widoczna taktyka premiera: sam się wycofuje na bezpieczne pozycje, jako liberał, i spokojnie patrzy na szaleństwa Gowina. (…) Ale taka polityka ma krótkie nóżki. Nowoczesna partia, która chce zmieniać kraj i utrzymać go w Europie, nie może mieć ministra z PiS-u, który opowiada Polakom szkodliwe dyrdymały, a tradycję traktuje zgodnie ze starym przysłowiem «jak się baby nie bije, to jej wątroba gnije». To kompromituje zarówno rząd, jak i Polskę”.

Swoją doczesną walkę Profesora toczy także z powszechnym brakiem akceptacji dla odmienności, uznania prawa innych do własnej obrzędowości, własnych religii czy ich braku. Sama składa chwalebne dowody tolerancji, kiedy pisze o święcie przez przedstawicieli zabobonu zwanych Wszystkich Świętych, a przez światłych świętem zmarłych: „Cmentarze zalewane są mnóstwem brzydkich przedmiotów symbolizujących raczej upadek naszej kultury niż pamięć o nieżyjących. Nie mówię nawet o ubolewania godnych artystycznych eksperymentach zwanych nagrobkami. Tu zasada: im kto ma więcej pieniędzy, ten większy kicz buduje bliskim i sobie, jest tak powszechna, że przestała być zauważalna. Modne nagrobki eksponują obecnie różne gadżety oraz zdjęcia zmarłych”.

Dowody niezwykłej tolerancji religijnej Święta Etyka składała także, pisząc: „Ja osobiście nieraz też mam ochotę podrzeć Biblię za pełne agresywnych i nawołujących do przemocy treści…”. Jej dewizą na zawsze pozostaną rzymskie słowa „compos mentis” – „zdrowy na umyśle”. Upamiętniać zaś ją będzie 28 września – Światowy Dzień Walki ze Wścieklizną.

Wiktor Świetlik

KUP, ZAPRENUMERUJ NOWY NUMER FRONDY 64/2012.

Tomasz Rowiński

TOMASZ ROWIŃSKI (1981) historyk idei, redaktor pisma „Christianitas”, sekretarz redakcji kwartalnika „Fronda”. Ostatnio opublikował książki Czy żyjemy w czasach apokalipsy? (z ks. Dariuszem Kowalczykiem SJ, 2012), Jak odzyskać wiarę? (ks. Mirosławem Cholewą, 2012), a także Spór o Rymkiewicza. Wybór publicystyki (2012).
Tekst pochodzi z kwartalnika: .